Poranny komentarz rynkowy – Libia i ECB w centrum uwagi
poniedziałek, Kwiecień 4th, 2011
Wydarzeniem czwartku będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Inwestorzy powinni też wciąż śledzić sytuację na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej. Zwłaszcza po tym jak pojawiły się nadzieje na pokój w Libii. Naszym zdaniem okażą się one płonne. Niemniej jednak przez jakiś czas mogą mieć wpływ na rynki finansowe.
Złoto koryguje po wczorajszych rekordach
Obawy związane z sytuacją w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, strach przed inflacją, a także sprzyjająca wzrostom sytuacja techniczna na wykresie złota, wywindowały wczoraj jego ceny do rekordowego poziomu 1439,88 dol. Pomagał również słabnący dolar. Dzisiejszy poranek przyniósł spadek cen do 1142,39 dol., po tym jak Libia zgodziła się na zaproponowany przez prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza plan zakończenia kryzysu w Libii przewidujący międzynarodowe mediacje. Złoto drożeje od pięciu tygodni. W tym czasie jego notowania wzrosły z okolic 1308 dol. do nowego historycznego rekordu na 1439,88 dol. W krótkim terminie rynek jest więc już wykupiony. Naturalne jest więc szukanie każdego pretekstu do korekty. Jednak po tym jak w ostatnich dniach ceny wybiły się powyżej silnej strefy oporu wyznaczonej przez szczyty z ostatnich trzech miesięcy ubiegłego roku, strona popytowa ma mocny argument na rzecz kontynuacji wzrostów. Daleka od uspokojenia sytuacja na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej taki ruch wspiera fundamentalnie. Dlatego perspektywa dalszych wzrostów cen wciąż pozostaje otwarta.
Sytuacja techniczna (http://www.xtb.pl/strona.php?pulsrynku=19668) na wykresie tygodniowym złota sugeruje, że po przełamaniu szczytów z końca 2010 roku, trzeba się liczyć z testem wewnętrznej linii dwuletniego kanału wzrostowego. Obecnie znajduje się ona na poziomie 1465 dol. Trwały powrót poniżej 1400 dol. zmieni układ sił na wykresie.
Ropa najdroższa od sierpnia 2008
Obawy o sytuację w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie oraz słabnący dolar, stały też za wczorajszym wzrostem cen ropy. W środę ropa Brent podrożała do 116,43 dol. na zamknięciu z 116,23 dol. dzień wcześniej, zamykając się na najwyższym poziomie od sierpnia 2008 roku. Ruch ten wsparły tygodniowe dane o zapasach paliw w USA. W ostatnim tygodniu zapasy ropy zmniejszyły się o prawie 0,4 mln baryłek, podczas gdy prognozowano ich wzrost o 1,2 mln baryłek. Zapasy benzyny spadły o 3,6 mln, a destylatów o 0,7 mln baryłek. Oczekiwano odpowiednio spadku o 0,3 mln i o 1,5 mln baryłek. Podobnie jak w przypadku złota, dzisiejszy poranek przynosi korektę cen, w reakcji nt. ewentualnych negocjacji Wenezueli. Mając na uwadze jak skomplikowana jest sytuacja w Libii. Jak również mając świadomość, że tylko oddanie władzy przez Kadafiego, co uważamy za mało prawdopodobne, może szybko uspokoić sytuację, nie wiążemy dużych nadziej na negocjacje Wenezueli. Dlatego oczekujemy, że w najbliższym czasie ropa wciąż będzie pozostawał pod presją kupujących. Ropa Brent znajduje się obecnie w trzeciej fali wzrostów, po zakończeniu której powinna mieć miejsce korekcyjna fala czwarta. Zasięg spadków w tej chwili ogranicza wsparcie na poziomie 110 dol. (http://www.xtb.pl/strona.php?pulsrynku=19666). Ostatnim akordem wzrostów, który może nawet wywindować ceny w okolice maksimów z lipca 2008 roku, będzie piąta fala.
Giełdy na plus
O ile strach kreował nastroje na rynku surowcowym, to poprawę nastrojów na rynkach akcji, raczej należy wiązać z opublikowanymi wczoraj danymi makroekonomicznymi oraz publikacją Beżowej Księgi. Raport ADP, opisujący sytuację na amerykańskim rynku pracy, pokazał w lutym wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym o 217 tys. Rynek oczekiwał odczytu na poziomie 175 tys. Dane te pozytywnie nastrajają przed piątkową publikacją oficjalnych danych z rynku pracy w USA. Szczególnie, że tym razem sytuacja pogodowa już nie powinna mieć istotnego wpływu na dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym.
Umiarkowanie pozytywne wieści płynęły z Beżowej Księgi. Obok powtarzanego już od pewnego czasu stwierdzenia o umiarkowanym wzroście aktywności gospodarczej, pojawiło się zdanie o podnoszonych cenach przez niektórych detalistów i producentów. W środę S&P500 zamknął dzień na poziomie 1308,44 pkt., rosnąc o 0,16%. Nieco większym wzrostem, bo o 0,39% do 2748,07 pkt., może pochwalić się technologiczny Nasdaq Composite. W obu jednak był to mały „ząbek” po silnej przecenie dzień wcześniej. W dalszym więc ciągu pozostaje aktualna koncepcja wyrysowania korekcyjnego zygzaka, który sprowadzi indeksy zauważalnie poniżej minimów z 24 lutego.
ECB w centrum uwagi
Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB) będzie głównym wydarzeniem czwartku na rynkach finansowych. Zmiana stóp procentowych, które od maja 2009 roku pozostają na rekordowo niskich poziomach, nie jest oczekiwana. Liczyć będzie się natomiast to co na konferencji prasowej po posiedzeniu powie szef ECB Jean-Claude Trichet oraz jakie zostaną zaprezentowane prognozy inflacji na lata 2011-2012. Jastrzębi ton wypowiedzi Tricheta, wsparty podwyższeniem prognoz inflacji w tym i przyszłym roku, zwiększy oczekiwania na podwyżki stóp procentowych, dając impuls do umocnienia euro. Odwrotna konfiguracja opisanych impulsów może wywołać przecenę wspólnej waluty.
Czwartkowe kalendarium
Niekwestionowanym wydarzeniem czwartku jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego i konferencja prasowa po jego zakończeniu. Jednak to nie jedyne wydarzenie w kalendarium. Przed południem zostaną opublikowane lutowe wartości indeksów PMI m.in. dla Niemiec, Strefy Euro i Wielkiej Brytanii, a także raporty dla Strefy Euro o sprzedaży detalicznej w styczniu i dynamice PKB w IV kwartale 2010 roku. Po południu światło dzienne ujrzy cała seria danych z USA. Będą to tygodniowe dane nt. wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, finalne raporty o wydajności i jednostkowych kosztach pracy w IV kwartale 2010 roku oraz lutowy odczyt indeksu ISM dla sektora usług.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Popołudniowy komentarz do rynku złotego – złoty słabszy we wtorek
poniedziałek, Kwiecień 4th, 2011
Złoty we wtorek osłabił się do głównych walut, odreagowując umocnienie z dnia poprzedniego. O godzinie 17:26 kurs USD/PLN testował poziom 2,8690 zł, a EUR/PLN 3,9675 zł. Dzień wcześniej pary te kończyły notowania odpowiednio na poziomach 2,8607 i 3,9519 zł. Wpływ na osłabienie złotego miało kilka czynników. Było to zarówno obserwowane w godzinach popołudniowych pogorszenie nastrojów na europejskich rynkach akcji, jak i pozycjonowanie się rynku przed jutrzejszymi wynikami dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, reakcja na osłabienie węgierskiego forinta w efekcie rozczarowania planem oszczędnościowym tamtejszego rządu, czy też nawet odnotowany w lutym spadek indeksu PMI dla Polski. Wydarzeniem środy będzie decyzja Rady Polityki Pieniężnej ws. stóp procentowych. Rynek jest dość podzielony w ocenie tego co zrobi Rada. Część uczestników oczekuje podwyżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych w reakcji na styczniowy skok inflacji w Polsce do 3,8% R/R z 3,1% R/R w grudniu. Pozostali, po ostatnich gołębich wypowiedziach członków RPP, prognozują podwyżkę dopiero na kwietniowym posiedzeniu. Ta polaryzacja stanowisk powoduje, że któraś strona będzie niezadowolona, co może wpłynąć na kształtowanie się notowań zlotowego w krótkim terminie. Sytuacja techniczna na wykresie EUR/PLN wskazuje na lekką przewagę popytu, co w perspektywie tego tygodnia może ponownie zapowiadać atak na poziom 4 zł. Układ sił zmieniłby dopiero powrót poniżej strefy 3,94-3,95 zł. Ruch w bok w przedziale wahań z ostatnich tygodni, jest natomiast scenariuszem bazowym dla USD/PLN, jaki obecnie wyłania się z sytuacji na wykresie tej pary.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Popołudniowy komentarz do rynku złotego – złoty mocniejszy do dolara i słabszy do euro
czwartek, Luty 17th, 2011
Polska waluta zyskała dziś ponad 1 gr do dolara. Pod koniec aktywnego handlu trzeba było za niego zapłacić 2,84 zł. Jednocześnie tyle samo straciła do euro, które podrożało do 3,8825 zł. Na rynku było stosunkowo spokojnie, pomimo że nie brakowało potencjalnych impulsów do sprowokowania silniejszych wahań. Ludowy Bank Chin zdecydował dziś o podwyższeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych w odpowiedzi na wysoką inflację w Państwie Środka. Po tej decyzji benchmarkowa jednoroczna stopa depozytowa wzrośnie do 3%, natomiast analogiczna stopa pożyczkowa do 6,06%. Decyzja nie wywołała jest zdecydowanej reakcji złotego, pomimo że podwyżka stóp powinna zwiększać ryzyko inwestycyjne, co jest argumentem za osłabieniem polskiej waluty. Bez echa pozostała także dzisiejsza publikacja danych o produkcji przemysłowej w Niemczech. W grudniu nieoczekiwanie spadła ona o 1,5% M/M, podczas gdy oczekiwano jej wzrostu o 0,3% M/M. Dane mogą tym bardziej niepokoić, że w grudniu miał miejsce także spadek zamówień w niemieckim przemyśle (o 3,4% M/M, dane zostały opublikowane w poniedziałek). Na gruncie analizy technicznej dzisiejsze wahania USD/PLN i EUR/PLN niewiele zmieniają. Spadek tej pierwszej pary nie neguje wczorajszej popytowej świecy na wykresie dziennym. Umocnienie euro w relacji do złotego natomiast nie potwierdza analogicznej świecy. Dlatego z technicznymi wnioskami co dalej, należy jeszcze trochę się wstrzymać. W środę nie ma zbyt wielu potencjalnych impulsów. W godzinach porannych wprawdzie zostaną opublikowane grudniowe dane nt. bilansu handlu zagranicznego Niemiec, natomiast po południu zaplanowane jest wystąpienie publiczne szefa Rezerwy Federalnej. Tyle tylko, że dzisiejszy dzień pokazał, że niemieckie raporty mogą łatwo być zignorowane. Bernanke natomiast niczym rynków raczej nie zaskoczy. Być może więc pewien wpływ na rynek walutowy będą miały wyniki jutrzejszej aukcji polskich obligacji. Ministerstwo Finansów zaoferuje obligacje OK0113 o wartości 3,0-5,0 mld zł.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Popołudniowy komentarz do rynku złotego – złoty roztrwonił poranne umocnienie
środa, Luty 16th, 2011
Złoty rozpoczął dzień od mocnego uderzenia, zdecydowanie zyskując na wartości. Niższe poziomy zostały wykorzystane do zakupów walut i kolejne godziny upłynęły już pod znakiem jego systematycznego osłabienia. O godzinie 17:08 kurs USD/PLN testował poziom 2,8561 zł, a EUR/PLN 3,8707 zł. Poranne minima tych par to odpowiednio 2,8235 zł i 3,8463 zł. Poranne silne umocnienie złotego, jakkolwiek korespondowało ze wzrostem EUR/USD i lepszymi nastrojami na giełdach, wiązane jest z realizacją większego zlecenia sprzedaży walut. Gdy zlecenie to zostało zrealizowane, a kurs EUR/USD wrócił do zapoczątkowanych w połowie poprzedniego tygodnia spadków (pomógł odnotowany w grudniu spadek zamówień w niemieckim przemyśle o 3,4% M/M), polska waluta zaczęła systematycznie tracić na wartości. We wtorek, jeżeli nie pojawią się nowe duże zlecenia kupna lub sprzedaży złotego, co mogłoby mieć istotny wpływ na jego notowania, należy oczekiwać stosunkowo ograniczonych wahań. Na rynku brakuje potencjalnych impulsów, które mogą nadać mu nowej dynamiki. Można wątpić czy takim pośrednim impulsem będą grudniowe dane nt. produkcji przemysłowej w Niemczech, które są najważniejszą jutrzejszą „figurą”. Na wykresach świecowych USD/PLN i EUR/PLN zostały dziś wyrysowane popytowe świece, wskazujące na większe prawdopodobieństwo osłabienia złotego w kolejnych dniach, niż na jego umocnienie. Na gruncie analizy technicznej, potwierdzenie tych świec przez zwyżkę w dniu jutrzejszym, dodatkowo zwiększyłoby szanse na realizację takiego scenariusza. Szczególnie, że korelowałoby to z perspektywą osłabienia euro w relacji do dolara w krótkim terminie.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Styczeń na globalnych rynkach finansowych – euro optymizm
piątek, Luty 11th, 2011
Utrzymanie w styczniu dobrych nastrojów na rynkach akcji i zdecydowane umocnienie euro to w dużym stopniu zasługa udanych emisji obligacji przez takie kraje jak Portugalia, Hiszpania czy Włochy. Wobec zamieszek w Północnej Afryce, które zdominowały koniec miesiąca o kryzysie w strefie euro nie mówi się prawie w ogóle. To nie oznacza jednak, iż problem zniknął.
Euro wyraźnie zyskuje w styczniu
Mimo, iż pierwsze dni stycznia przyniosły sporą wyprzedaż europejskiej waluty w skali całego miesiąca należy ona ewidentnie do obozu wygranych. Euro zyskało bardzo wyraźnie do szczególnie słabego w styczniu dolara australijskiego (m.in. efekt powodzi) oraz wyraźnie względem jena, franka i dolara nowozelandzkiego. Zwyżka notowań wobec dolara amerykańskiego też okazała się wyraźna, szczególnie w dwóch ostatnich dekadach miesiąca.
Jeszcze silniejsze były co prawda inne wybrane waluty europejskie (szwedzka korona, funt, złoty), ale paradoksalnie siła tych „mniejszych” walut wynika po części z dobrej passy euro. Tym samym styczeń można spokojnie określić miesiącem wspólnej waluty: o kryzysie zadłużenia niemal zapomniano, rynek zaczął też spekulować o podwyżkach stóp w euro landzie. Ten medal ma jednak dwie strony: dobre informacje dla notowań wspólnej waluty są już w cenie (być może nawet przesadnie), a zagrożenia zostały jedynie odsunięte, a nie rozwiązane.
Jedna emisja wiosny nie czyni
To że Portugalia i Hiszpania pozyskały w styczniu pieniądze z emisji obligacji oznaczało, iż chwilowo zniknęło zagrożenie „wręczenia” pomocy nie tylko Irlandii, ale także Portugalii. To mogłoby wywrzeć presję również na ceny hiszpańskich obligacji. Biorąc pod uwagę, iż euro było mocno wyprzedane (gdyż powszechnie oczekiwano eskalacji kryzysu), zamykanie i odwracanie krótkich pozycji we wspólnej walucie musiało doprowadzić do dynamicznego umocnienia euro. Inne tematy takie jak sezon wyników kwartalnych, zamieszki w Afryce czy wzrost inflacji w Europie przysłoniły temat kryzysu zadłużenia, prowadząc do spadku premii za ryzyko od obligacji krajów peryferyjnych (o 68 pkt. dla Hiszpanii i 58 pkt. dla Portugalii) począwszy od 10 stycznia. Taka „korekta” premii za ryzyko wystąpiła już kilkukrotnie w ubiegłym roku, za każdym razem prowadząc do umocnienia euro. Ten element został już jednak wliczony w notowania, a dalszy spadek premii za ryzyko musiałby oznaczać, że kryzys zadłużenia w strefie euro przechodzi do historii. A najprawdopodobniej tak nie jest.
Portugalia nadal wygląda źle
Portugalia i Hiszpania bardzo często stawiane są w jednym szeregu, choć sytuacja tych krajów znacząco się różni. Portugalskie parametry fiskalne wyglądają znacznie gorzej niż hiszpańskie i niezmiennie sugerują możliwość wystąpienia kryzysu finansowania. W przeciwieństwie do tego co zapowiadał program konwergencji, rok 2010 prawdopodobnie nie przyniósł zmniejszenia deficytu, przynajmniej w odniesieniu do budżetu centralnego, gdzie mamy już wstępne dane.
Również statystyki dotyczące zadłużenia zagranicznego wyglądają bardzo nieciekawie. Dane Banku Portugalii za trzeci kwartał pokazują dług zagraniczny brutto w relacji do PKB na poziomie 232,9% PKB (obejmuje to dług wszystkich sektorów, tj. głównie banków, finansów publicznych, przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych). Dla porównania analogiczna relacja dla Japonii, której agencja S&P obniżyła w styczniu rating do AA- wynosi ok. 40%. Przykład Irlandii pokazał, iż ten wskaźnik był do tej pory znacząco niedoceniany – tymczasem jego wysoka wartość oznacza ryzyko odpływu kapitału zagranicznego i kryzys finansowania.
Nie najlepiej wygląda nadal również sytuacja makroekonomiczna na Płw. Iberyjskim, a wzrost inflacji jest tu dodatkowym zagrożeniem. Oznacza on, iż w ujęciu realnym budżety gospodarstw domowych kurczą się, co może mieć dodatkowo negatywny wpływ na popyt.
Hiszpania jest w lepszej sytuacji. Jej dług publiczny w relacji do PKB jest niższy i finansowany w mniejszym stopniu oszczędnościami zewnętrznymi. Lepiej niż w przypadku Portugalii wygląda realizacja budżetu centralnego za 2010 rok, choć w tym przypadku nie ma jeszcze danych za 12 miesięcy. Niższy jest też poziom zadłużenia zagranicznego w relacji do PKB, choć mimo wszystko jest to wskaźnik wysoki. Oceniając te kraje oddzielnie mogłoby się wydawać, iż Hiszpania nie będzie potrzebowała pomocy. Dla tamtejszego rządu decydujący może okazać się jednak efekt zarażenia (ang. contagion) – problemy Portugalii (lub inne wydarzenie jak np. decyzja o restrukturyzacji greckiego długu) mogą przełożyć się teoretycznie na spadek cen hiszpańskich obligacji i utrudnić jej finansowanie na rynku.
Potencjalnym testem zdolności krajów PIIGS do pożyczania pieniędzy będzie wiosna, kiedy takie kraje jak Portugalia, Hiszpania czy Belgia będą musiały nie tylko sfinansować nadal duże deficyty, ale także wykupić zapadające emisje obligacji. Można sobie wyobrazić, iż zbliżające się terminy zapadalności w kombinacji z cięciami ratingów (o czym już w lutym przypomniała nam agencja S&P) przypomną rynkowi o kryzysie. Ze względu na mocno nieliniową reakcję rynków na przebieg kryzysu zadłużenia trudno jednoznacznie wytypować „timing” ponownego wzrostu obaw, ale na moment obecny czynnik ten jest ryzykiem numer jeden dla notowań euro.
Inflacja rośnie, a stopy?
Kolejnym elementem, który z pewnością nie zaszkodził notowaniom euro były spekulacje odnośnie zaostrzenia retoryki EBC i przyszłych podwyżek stóp w strefie euro. Pretekstem były wypowiedzi prezesa EBC wskazującego na wzrost inflacji. W konsekwencji rynek zaczął spekulować o zbliżających się podwyżkach stóp procentowych, co doprowadziło do wzrostu rynkowych stóp procentowych dla euro. Przykładowo, wzrost stawek kontraktu FRA18x24 (kontrakt na 6-miesięczny EURIBOR z datą wykonania za 18 miesięcy) tylko w styczniu zdyskontował 3 podwyżki stóp na przestrzeni kolejnych 18 miesięcy! Taki ruch wydaje się znacznie przesadzony i – co ciekawe – nie znajduje potwierdzenia w prognozach największych banków. Konsensus rynkowy na ten rok mierzony dominantą w ogóle nie zakłada podwyżek (mediana wskazuje na jedną podwyżkę w ostatnim kwartale), w przyszłym roku stopy miałyby wzrosnąć do 2,25%, głównie w drugiej połowie roku. Zwraca uwagę fakt, iż prognozy największych graczy (Goldman Sachs, JP Morgan, Morgan Stanley, Nomura, HSBC) są znacznie bardziej zachowawcze.
Podsumowując, w styczniu wszystko sprzyjało notowaniom euro i mając na uwadze bardzo słaby sentyment w odniesieniu do wspólnej waluty w pierwszych dniach nowego roku, silne wzrosty na parze EURUSD stały się rzeczywistością. Na moment obecny jednak zagrożenia wynikające z sytuacji na peryferiach strefy są niedocenione, a szanse na wzrost stóp w euro landzie zdecydowanie przecenione. To nie wróży dobrze notowaniom euro. Natomiast należy pamiętać, iż w odniesieniu do pary EURUSD swoją rolę ma też do odegrania dolar, a tu liczą się na moment obecny głównie dane z rynku pracy i ich przełożenie na rynkowe stopy procentowe. Pierwsza reakcja rynku na raport ADP (+187 tys.) jest sceptyczna, ale jeśli taka figura pojawiłaby się w raporcie rządowym, powinno to umocnić dolara.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Styczeń na rynkach akcji – DJIA w niebie, WIG20 w maraźmie
wtorek, Luty 8th, 2011
Amerykański rynek akcji wszedł w 2011 rok z animuszem, kontynuując grudniowe wzrosty. DJIA wzrósł w styczniu o 2,7% do 11891,93 pkt., po tym jak miesiąc wcześniej zyskał 5,2%. Styczeń był dla tego indeksu najlepszym pierwszym miesiącem roku od 1997 roku. Sam indeks, na krótko przekraczając poziom 12000 pkt., przetestował natomiast najwyższe poziomy od czerwca 2008 roku. Zupełnie inne nastroje panowały na warszawskim parkiecie, gdzie podobnie jak przez większość grudnia, panowała przesadna ostrożność i wyczekiwanie na rozpoczęcie korekty na rynkach globalnych. Indeks WIG20 utknął w styczniu w męczącej konsolidacji, którą można zamknąć umownym przedziałem 2650-2800 pkt. Cały miesiąc zamknął zaś spadkiem o 1,4%.
Rynek słaby, powodów brak
Podobnie jak to miało miejsce przed miesiącem, trudno wskazać konkretne powody, dla których WIG20 pozostawał w konsolidacji, podczas gdy amerykańskie indeksy systematycznie zyskiwały na wartości, poprawiając rekordy obecnej hossy. Analogicznie więc jak w grudniowym miesięczniku, potencjalnych powodów tej słabości doszukujemy się w obawach zarządzających przed korektą na globalnych rynkach akcji w I kwartale 2011 roku, połączonych z brakiem aktywnych inwestorów zagranicznych. Pewien niewielki wpływ na takie zachowanie warszawskiej giełdy, mogła mieć niepewność w związku z przygotowanymi przez polski rząd zmianami w systemie emerytalnym, co nieco ograniczy napływ nowych środków do Otwartych Funduszy Emerytalnych. Nie był to jednak czynnik dominujący. Należy natomiast wykluczyć, że gorsze zachowanie rynku akcji, to efekt rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Historycznie pierwsza podwyżka w cyklu przynajmniej o kwartał wyprzedzała potencjalny zwrot na giełdzie. Ponadto, obecnie nie ma pewności, jak mocno stopy wzrosną. Jest prawdopodobne, że zgodnie z sugestiami części członków Rady, ilość podwyżek będzie zależała od zachowania złotego. Im będzie on mocniejszy, tym mniejsze będzie zaostrzenie polityki pieniężnej w Polsce. I odwrotnie.
Technika tłumaczy wszystko
Obserwowana w styczniu stabilizacja WIG20 poniżej poziomu 2800 pkt., jakkolwiek może być niezrozumiała w kontekście rosnącego Wall Street, czy też wobec braku bezpośrednich impulsów płynących ze strony fundamentów, idealnie wpisuje się w sytuację techniczną. Od 19-miesięcy podstawowym wyznacznikiem średnio- i długoterminowych wahań pozostaje kanał wzrostowy, powstały z połączenia szczytów z kwietnia i listopada 2010 oraz dołków z lutego, a także przełomu czerwca i lipca 2010 roku. Aktualnie górne ograniczenie tego kanału znajduje się na poziomie 2840 pkt. To jednocześnie maksymalny zasięg ewentualnych wzrostów w najbliższych tygodniach. Dolne ograniczenie kanału, które jest też poziomem docelowym ewentualnej spadkowej korekty, znajduje się w okolicy poziomu 2440 pkt. To co zmieniło się w styczniu, to wyraźne naruszenie dolnego ograniczenia innego, bo półrocznego kanału na wykresie WIG20 (okolice 2700 pkt.). Nie sprowokowało to jednak silnej wyprzedaży akcji. Brak przeceny jest pierwszym od dłuższego czasu punktem zdobytym przez popyt. To jednak zbyt mało, żeby myśleć o zdecydowanym ataku na 2840 pkt. Problemy popytu z kontynuacją wzrostów, wstępne sygnały sprzedaży na części wskaźników, dotychczasowe problemy na poziomie 2800 pkt., czy też negatywne dywergencje na wskaźnikach, to wszystko przemawia za silniejszą korektą. Jednakże należy mieć na uwadze, że tylko w skrajanych warunkach możliwe jest zejście WIG20 do 2440 pkt. Większy popyt, liczący na kontynuację wzrostów w średnim i długim terminie, powinien pojawić się już w okolicach 2500-2550 pkt. Szczególnie, że po odbiciu od dolnego ograniczenia 19-miesięcznego kanału wzrostowego, można liczyć na ruch WIG20 powyżej 3000 pkt.
Sezon wyników
Warunkiem wygenerowania silniejszej korekty na GPW jest trwalsze pogorszenie nastrojów na rynkach globalnych. Zarówno na giełdach, jak i surowcach. Aktualnie trudno wskazać czynnik, który mógłby takie pogorszenie nastrojów wyzwolić. W najbliższych tygodniach powinno trwać poszukiwanie takiego zapalnika. Będzie to o tyle prostsze niż w styczniu, gdyż z uwagi na silne wykupienie, amerykańskie indeksy powinny być podatne na realizację zysków.
W lutym oprócz szukania pretekstów do spadków, inwestorzy będą przyglądać się także wynikom polskich spółek za IV kwartał 2010 roku lub też za cały rok. Jak widać w poniższej tabelce dla spółek wchodzących w skład indeksu WIG20, sezon publikacji wyników rozciągnie się na 2 miesiące. To ogranicza wpływ wyników na koniunkturę giełdową.
http://www.xtb.pl/strona.php?p=1076
Wnioski
Przez ostatni miesiąc sytuacja polskiego rynku akcji praktycznie się nie zmieniła. Dlatego aktualna pozostaje prognoza większej korekty w I kwartale br. Jednocześnie wierząc w kontynuację trendu wzrostowego w perspektywie najbliższych 11 miesięcy, taką korektę należy traktować jako jedną z lepszych okazji inwestycyjnych w tym roku.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Popołudniowy komentarz do rynku złotego – Złoty najmocniejszy od kilku miesięcy
piątek, Styczeń 14th, 2011
Euro było dziś najtańsze od kwietnia, a szwajcarski frank od końca listopada 2010 roku. Polska waluta kontynuowała wczorajszej umocnienie, sprowokowane słowami Andrzeja Bratkowskiego z Rady Polityki Pieniężnej. W tym procesie wspierały ją dobre nastroje na rynkach finansowych, zmniejszenie obaw o sytuację Portugalii oraz wzrost EUR/USD. Wczorajsze słowa Andrzeja Bratkowskiego, odnośnie przewidywanego silnego umocnienia polskiej waluty w tym roku oraz prawdopodobnego rozpoczęcia cyklu podwyżek na styczniowym posiedzeniu Rady, wciąż pozostają głównym czynnikiem kreującym popyt na złotego. Jeżeli dobre nastroje na rynkach globalnych utrzymają się, co należy uznać za warunek konieczny, to do końca tygodnia polska waluta będzie kontynuować umocnienie. Jednakże w krótkim terminie, przynajmniej w przypadku EUR/PLN, skala potencjalnego umocnienia jest mocno ograniczona. Poważną przeszkodą w drodze do kontynuacji spadków jest poziom 3,80 zł, będący składową szerszej strefy podażowej 3,8000-3,8280 zł, jaką tworzy psychologiczny poziom 3,80 zł, dołek z kwietnia 2010 roku oraz linia łącząca minima z sierpnia, października i listopada 2010 roku. Takich ograniczeń brakuje natomiast na wykresie CHF/PLN. Wprawdzie licząca się barierą jest poziom 3 zł. Jednak po dzisiejszym wybiciu poniżej dołka z poprzedniego tygodnia, spadki w kolejnych tygodniach to najbardziej prawdopodobny scenariusz dla tej pary. Wyrysowana dziś formacja głowy z ramionami, znacząco wzmacnia tę tezę. Bazując na analizie technicznej, można obecnie wyznaczyć poziom 2,90 zł, jako potencjalny cel dla franka jeszcze w I kwartale br. W czwartek oczekiwanie na podwyżki stóp procentowych w Polsce, obok wyników posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii, wyników aukcji hiszpańskich obligacji, a także danych o inflacji konsumenckiej w Polsce oraz grupy raportów makroekonomicznych z USA (bilans handlowy, inflacja PPI, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych), kreować notowania złotego. O godzinie 18:20 kurs EUR/PLN testował poziom 3,8371 zł, CHF/PLN 3,0231 zł, a USD/PLN 2,9317 zł.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Komentarz do rynku złotego – słowa Bratkowskiego wciąż wpływają na złotego
piątek, Styczeń 14th, 2011
Złoty zignorował wyniki aukcji portugalskich i polskich obligacji, wciąż pozostają pod wpływem wczorajszej „jastrzębiej” wypowiedzi Andrzeja Bratkowskiego z Rady Polityki Pieniężnej. W krótkim terminie jednak potencjał aprecjacyjny jest mocno ograniczony. Złoty kontynuuje wczorajsze silne umocnienie do głównych walut, jakie miało miejsce w reakcji na słowa Andrzeja Bratkowskiego, odnośnie przewidywanego silnego umocnienia polskiej waluty w tym roku oraz prawdopodobnego rozpoczęcia cyklu podwyżek na styczniowym posiedzeniu Rady. Dynamika zmian jest już jednak ograniczona. W południe za dolara trzeba było zapłacić 2,9594 zł, a euro kosztowało 3,8416 zł. Wczoraj na zamknięciu kursy tych walut kształtowały się odpowiednio na poziomie 2,9674 zł i 3,8509 zł. Polska waluta, podobnie jak i większość światowych rynków, praktycznie nie zareagowała na wyniki aukcji portugalskich obligacji, co niewątpliwie dziś jest wydarzeniem dnia. Inwestorzy słusznie założyli, że tak mocne skoncentrowanie uwagi na aukcji, nie może prowadzić do zaskakujących wyników. I tak też się stało. Portugalia sprzedała wygasające w 2014 i 2020 obligacje o łącznej wartości 1,25 mld EUR. Średnia rentowność tych pierwszy ukształtowała się na poziomie 5,369%, a stosunek popytu do podaży 2,6. W przypadku drugich, parametry te kształtowały się odpowiednio na poziomie 6,719% i 3,2. Takich emocji nie sprowokowała też aukcja polskiego długu. Ministerstwo Finansów sprzedało 10- i 20-letnie obligacje o wartości 2,5 mld zł. Łączny popyt wyniósł 5,4 mld zł. Rentowności ukształtowały się odpowiednio na poziomie 6,215% i 6,246%. W drugiej połowie dnia złoty będzie wciąż pozostawał pod wpływem wczorajszych słów przedstawiciela Rady Polityki Pieniężnej, które przypomniały równie mocną w odniesieniu do złotego wypowiedź prezesa Narodowego Banku sprzed tygodnia. Zmiany EUR/PLN i USD/PLN będą jednocześnie moderowane przez notowania EUR/USD i nastroje na rynkach globalnych. Jakkolwiek w dłuższym horyzoncie czasowym potencjał aprecjacyjny złotego jest jeszcze duży, to w krótkim wydaje się on już mocno ograniczony. Bliskość poziomu 2,90 zł na USD/PLN i 3,80 zł na EUR/PLN powinna zwiększać popyt na waluty.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Wrzesień na rynkach surowcowych – kukurydza goniła pszenicę
środa, Październik 6th, 2010Kontrakty na kukurydzę najwyższej od 2 lat
Cena kontraktów terminowych na kukurydzę na chicagowskiej giełdzie towarowej wzrosła we wrześniu o około 15%, przekraczając barierę 5 dol. za buszel, ustanowioną w czasach kryzysu żywnościowego z 2008 roku. W tym samym czasie indeks S&P GSCI wzrósł o około 7%, podczas gdy jego subindeks obrazujący sytuację na rynku towarów rolnych zwyżkował o 11%. Jeszcze w czerwcu tego roku cena kontraktów oscylowała w okolicach 4,25 dol. za buszel, zbliżając się do minimum z połowy 2007 roku, a czynniki fundamentalne sprzyjały raczej spadkom. Według czerwcowych prognoz Departamentu Rolnictwa USA światowe zapasy zboża w sezonie 2010/2011 pokrywały 9,2 tygodnia konsumpcji, wobec średniej pięcioletniej na poziomie 8,9 tygodnia. Szacowana produkcja przewyższała konsumpcję o 3,91 milionów ton przy 3,1 mln ton niedoboru w sezonie 2009/2010.
Wakacyjne zwyżki pochodną sytuacji na rynku pszenicy
Nastawienie inwestorów uległo jednak zmianie pod koniec czerwca, kiedy na rynek dotarły wiadomości o mniejszym od prognoz areale zasiewów w Stanach Zjednoczonych, co znalazło potwierdzenie w obniżeniu szacunku światowej produkcji w sezonie 2010/2011 o 3,4 mln ton w lipcowym raporcie Departamentu Rolnictwa USA. Całkowita podaż uległa zmniejszeniu aż o 7,2 mln ton, gdyż zredukowano również prognozę zapasów początkowych za sprawą wyższej od założeń konsumpcji w sezonie 2009/2010. W wyniku powyższych zmian, nadwyżka globalnej produkcji kukurydzy nad spodziewaną konsumpcją uległa zmniejszeniu o około 60% do 1,5 mln ton a zapasy końcowe do 8,8 tygodni konsumpcji, czyli wartości niższej od 5-letniej średniej.
Jeżeli dodamy do tego niemal 40% wzrost ceny kontraktów na pszenicę w lipcu (pisaliśmy o tym w lipcowym miesięczniku), z którą kukurydza jako substytut (zwłaszcza na rynku pasz) jest silnie powiązana to widać wyraźnie, że cena kukurydzy znalazła się pod pewną presją. Znalazło to przełożenie we wzroście cen kontraktów o około 17% między początkiem lipca a końcem sierpnia, jednak ich dynamika nie była większa od całego segmentu towarów rolnych – S&P GSCI Agricultural Index zyskał w analogicznym okresie około 20%.
Przyspieszenie wzrostów we wrześniu
Impulsem do wyraźnych zwyżek stały się informacje o kolejnej redukcji prognoz produkcji kukurydzy w USA, tym razem o ponad 5 mln ton, przez co w sezonie 2010/2011 światowy popyt prawdopodobnie przewyższy podaż zboża o ponad 3 mln ton a zapasy końcowe pokryją około 8,5 tygodnia globalnej konsumpcji. W sierpniu prognozowano nadwyżkę podaży w wysokości 1,4 mln ton przy zapasach wystarczających na 8,7 tygodnia konsumpcji.
Sezon 2010/2011 będzie zatem prawdopodobnie drugim z rzędu sezonem nadwyżki popytu nad podażą oraz spadku światowych zapasów, po ich kilkuletniej odbudowie wraz z wychodzeniem z kryzysu żywnościowego z lat 2007/2008.
Zapasy w USA najniższe od 15 lat
Niepokojąco prezentuje się sytuacja na rynku amerykańskim, gdzie po redukcji prognoz najbliższych zbiorów łącznie o przeszło 8 mln ton, zapasy w sezonie 2010/2011 pokryją prawdopodobnie jedynie około 5 tygodni konsumpcji krajowej, co jest najniższym poziomem od 15 lat.
Stany Zjednoczone są kluczowym rynkiem kukurydzy, z ponad 40% udziałem w światowej produkcji tego zboża oraz 55% udziałem w jego eksporcie (wg danych Departamentu Rolnictwa USA za sezon 2009/2010). Również znaczna część światowej konsumpcji (około 35%) pochodzi z USA. Kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji będą zatem kolejne raporty z tegorocznych zbiorów zboża, które rozpoczęły się w drugiej połowie września i potrwają do końca listopada.
Cena kukurydzy a sytuacja na rynku pszenicy
Aby ocenić czy w istnieje jeszcze potencjał do dalszych wzrostów, posłużymy się relacją cen kontraktów na kukurydzę w stosunku do pszenicy. Obszary upraw wymienionych zbóż w dużej mierze pokrywają się, zwłaszcza w USA, dlatego są one bezpośrednimi konkurentami o areał upraw. Gdy cena któregoś z nich jest wyższa, powstaje wówczas pewna presja na wzrost cen drugiego, ponieważ przy najbliższych zasiewach rolnicy prawdopodobnie zdecydują się zasiać zboże droższe, co prawdopodobnie doprowadzi do spadku podaży tańszego i w ostatecznym rozrachunku do zmniejszenia dysparytetu cenowego. Ponadto, jak wspomniano wcześniej, pszenica i kukurydza są dobrymi substytutami na rynku pasz. Istnieje zatem pewien mechanizm dostosowawczy, który ze względu na dodatkowe powiązanie sprawdza się szczególnie dobrze między tymi zbożami.
Jeżeli przeanalizujemy relację cen kontraktów na pszenicę do kukurydzy w minionych trzech latach, możemy dostrzec, że w okresie względnej równowagi na rynku między wrześniem 2008 a czerwcem 2010 relacja ta kształtowała się w okolicach 1,2-1,5. Po dynamicznym lipcu w wykonaniu pszenicy pojawił się pewien potencjał do wzrostu cen kontraktów na kukurydzę, który jednak wyczerpał się na skutek wyhamowania cen pierwszego zboża przy dynamicznej aprecjacji drugiego. Możemy zatem wnioskować, że istniejące czynniki zostały już zdyskontowane w cenie kontraktów na zboże, a ewentualne dalsze wzrosty nie znajdują już raczej uzasadnienia w sytuacji fundamentalnej.
Sytuacja techniczna
Od początku lipca cena kukurydzy, po tym gdy nie przetestowała dna 305,00, co mogło oznaczać zwiększenie siły popytu, zaczęła rosnąć, osiągając największą dynamikę w miesiącu sierpniu i wrześniu pokonując odpowiednio szczyty ze stycznia 2010 – 430,00 oraz z czerwca 2009 roku – 450,00. Wybicie tych poziomów otworzyło drogę do wzrostów na opisywanym rynku tworząc falą 3/C. Cena dotarła w pobliże ekspansji 161,8% długości fali pierwszej w rejonie 534,00 co zakończyło się powstaniem formacji świecowej wisielca na interwale tygodniowym i przyczyniło do obecnych spadków. Wsparciem pozostaje górne ograniczenie niebieskiego kanału wzrostowego oraz przełamane wierzchołki 450,00 oraz 430,00. Natomiast modelowym zasięgiem, po wybiciu z trendu horyzontalnego, pozostaje jego wysokość, czyli poziom 555,00.
Czynniki fundamentalne zdyskontowane w cenie
Podsumowując przeprowadzoną analizę, podstawy fundamentalne zwyżek cen kukurydzy w minionych dwóch miesiącach wynikające z problemów podażowych w USA oraz dysparytetu między cenami pszenicy a kukurydzy zostały już zdyskontowane w cenie kontraktów. Tak silna reakcja inwestorów na problemy podażowe w USA wynikała głównie z rozdrobnienia rynku kukurydzy oraz wiodącej roli chicagowskiej giełdy. W skali globalnej, występująca obecnie nadwyżka popytu nie powinna rodzić szczególnych obaw. O ile nie wystąpią istotne ograniczenia po stronie podaży, dalsze zwyżki cen kontraktów na kukurydzę wydają się zatem nieuzasadnione fundamentami.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Popołudniowy komentarz do rynku złotego – złoty nieco słabszy, perspektyw wciąż dobre
czwartek, Wrzesień 30th, 2010Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL













