Poranny komentarz rynkowy – wyniki banków popsuły nastroje
poniedziałek, Styczeń 24th, 2011
Dane z Chin nie okazały się dla rynku na tyle dużym zaskoczeniem, aby zmienić wyraźniej obraz rynku. Ten może jednak i tak ulec zmianie, co pokazuje reakcja na wyniki amerykańskich banków – w efekcie tracą rynki akcji, a umocnienie europejskich walut zostało zatrzymane. To sprawia, iż pomimo podwyżki stóp, złoty traci na wartości.
Mieszane dane z Chin
Dziś w nocy chińskie władze opublikowały dane za grudzień oraz dane o PKB za czwarty kwartał minionego roku. Najbardziej oczekiwana publikacja – dane o inflacji – nie okazała się tym razem tak dużym zaskoczeniem jak w poprzednim miesiącu, kiedy wzrosła do poziomu 5,1%. Rynek pierwotnie oczekiwał inflacji na poziomie 4,4%, jednak już wczoraj na rynek trafił przeciek poprzez chińską prasę, iż CPI wyniesie 4,6%. Należy mieć na uwadze, iż spadek inflacji w relacji do listopada to wyłącznie efekt bazy statystycznej (inflacja w grudniu 2009 wyniosła 1,9%, w listopadzie jedynie 0,6%) i inflacja na poziomie 4,6% w grudniu jest nie mniejszym problemem niż 5,1% w listopadzie. Jednak dla rynku powodem do szokowej reakcji byłby odczyt w okolicach 5%. Z pozostałych danych PKB (9,8%), produkcja (13,5%) i sprzedaż (19,1%) były nieco wyższe od oczekiwań, wyższy był jednak także PPI (5,9%). Reakcja na dane jest jak na razie umiarkowana, jednak podwyżki stóp w Chinach cały czas pozostają zagrożeniem.
Rynki akcji – spadki po wynikach banków
Przy skrajnie wykupionym rynku akcji oczekiwania wobec wyników prezentowanych przez amerykańskie spółki są bardzo wysokie – zazwyczaj wyższe niż podawane oficjalnie konsensusy. Dobrze zilustrowały to wczoraj banki, których wyniki generalnie nie odbiegały znacząco od konsensusu (http://www.xtb.pl/strona.php?pulsrynku=18951), jednak zostały negatywnie przyjęte przez rynek – na tyle, że odcisnęło się to na obrazie całego rynku. Pierwszą linią obrony dla byków jest dość agresywna linia trendu poprowadzona po lokalnych dołkach kontraktów na S&P500 – obecnie przebiega na poziomie 1272 pkt. Kolejnym wsparciem jest poziom 1258 pkt. Ich przełamanie mogłoby sugerować możliwość większej przeceny.
Rynek złotego – marcowa decyzja zależna od danych za styczeń
Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z naszymi oczekiwaniami podniosła stopy procentowe o 25 bp. O ile ten ruch od dłuższego czasu wydawał nam się oczywisty, o tyle termin kolejnej podwyżki nie jest jeszcze przesądzony. Na tę chwilę największą szansę na kolejną podwyżkę widzimy w marcu, jednak ruch ten będzie zależny od danych o inflacji za styczeń oraz zachowania złotego. Jeśli inflacja wzrośnie w styczniu przynajmniej do 3,5%, to przy coraz mocniejszym rynku pracy Rada może zdecydować o kolejnym zaostrzeniu już na początku marca. Do kolejnej decyzji jednak jest jeszcze ponad miesiąc i w tym czasie notowania złotego powinny znów w większym stopniu zależeć od czynników globalnych, zakładając, iż członkowie RPP nie będą po raz kolejny szokować rynku wypowiedziami (choć wpływ kolejnych interwencji byłby coraz mniejszy).
W kalendarzu – dane z USA, Google i Morgan Stanley
Dziś najważniejszym raportem, na który czeka rynek będzie publikacja wyników przez Google – nastąpi to jednak dopiero po sesji w USA (konsensus 8,06 USD zysku na akcję). Przed sesją wyniki poda m.in. bank Morgan Stanley (13.30, konsensus 0,43 USD). Warto zwrócić również uwagę na dane z USA. Kluczowy może być raport o nowych bezrobotnych. Ich liczba w poprzednim raporcie wzrosła do 445 tys. – najwyżej od października i znacznie powyżej oczekiwań rynku. Dane cechują się jednak dużą zmiennością i rynek ma zapewne nadzieję, iż było to jednorazowe odchylenie (podobnie jak 388 tys. odnotowane pod koniec roku okazało się jednorazowym odchyleniem w dół). Konsensus to 420 tys. (dane o 14.30) – wyższa figura byłby nerwowo przyjęta przez rynek (negatywny wpływ dotyczyłby szczególnie notowań dolara). Ponadto w USA poznamy dane o sprzedaży używanych domów (16.00, konsensus 4,87 mln) oraz regionalny indeks aktywności w rejonie Filadelfii (również 16.00, konsensus +20 pkt.). Z kolei o 17.00 opublikowane zostaną dane o zapasach paliw w USA. W Polsce o godz. 14.00 podane zostaną dane o produkcji przemysłowej i PPI – nasza prognoza to odpowiednio 11,5% i 5,6%.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Poranny komentarz rynkowy – wyniki niekoniecznie kluczowe
poniedziałek, Styczeń 17th, 2011
Ostatnie tygodnie na amerykańskim rynku akcji wyglądają bardzo podobnie jak w analogicznym okresie ubiegłego roku – listopadowe zawahanie, silne wzrosty na koniec roku, udany początek nowego roku i – rozpoczęcie sezonu wyników kwartalnych. W styczniu 2010 roku tuż po rozpoczęciu sezonu publikacji na rynki zawitała korekta. Jak będzie tym razem?
Rynki akcji – kwartalne raporty gigantów z Wall Street
W tym tygodniu wynikami pochwalą się m.in. tacy giganci jak Apple, Citi i IBM (wtorek), Ebay, Goldman Sachs US Bankcorp i Wells Fargo (środa), AMD, Google i Morgan Stanley (czwartek), a także Bank of America i GE (piątek). Dzięki temu w piątek będzie można pokusić się już o pierwsze wnioski odnośnie wyników spółek notowanych na Wall Street za czwarty kwartał. Ich znaczenie jest oczywiście kluczowe – dzięki wyraźnej poprawie wyników w drugiej połowie 2009 i przez trzy kwartały 2010 akcje na Wall Street nie są jeszcze wyraźnie przewartościowane, mimo, iż indeksy wróciły już do poziomów z wakacji 2008 roku. To ważne wnioski, ale czasem niemające wiele wspólnego z krótkookresową dynamiką rynku. Warto zwrócić uwagę, iż rok temu, pomimo dobrych wyników spółek, na rynki zawitała korekta. Pierwszych kilka dni, to jeszcze wzrosty i osiągnięcie 15 miesięcznego szczytu, dalej kilkudniowa konsolidacja na szczytach i wreszcie korekta, która w przypadku indeksu DJIA30 wynosiła 9%.
Co ciekawe, inne – sprzyjające korekcie, okoliczności były podobne do obecnych. Chiny podejmowały wtedy pierwsze kroki w kierunku zacieśnienia polityki monetarnej (pierwsza podwyżka stopy rezerwy obowiązkowej), a w strefie euro znaczenia nabierał grecki kryzys. Dodatkowym czynnikiem było zaostrzenie regulacji dla amerykańskich banków w USA. Obecnie wydarzenia w strefie nie będą już tak zaskakujące (zwłaszcza, że eskalacja kryzysu prawdopodobnie została nieco przesunięta), ale zaostrzenie w Chinach może być silniejsze – rynek w tym tygodniu czeka na ważne dane o grudniowej inflacji. Tym razem również skala wykupienia amerykańskiego rynku jest silniejsza niż rok temu i podobna do połowy kwietnia 2010, kiedy również niedługo po początku sezonu wyników na rynki zawitała przecena. Podsumowując, wyniki należy rozpatrywać w kontekście trendu na rynku akcji i z tej perspektywy rok 2011 wygląda umiarkowanie dobrze. Nawet jednak dobre wyniki (powyżej oczekiwań) nie muszą przesądzić o krótkoterminowej dynamice rynku, co pokazała choćby sytuacja sprzed roku.
EURUSD – opór (na razie) zbyt silny
Nawiązując do piątkowego komentarza porannego (http://www.xtb.pl/strona.php?komentarz=18858), para EURUSD rzeczywiście szybko dotarła do strefy oporu 1,3433-1,3490, jednak już test dolnego jej ograniczenia potwierdził znaczenie poziomu 1,3433 – pomimo ustanowienia nowego lokalnego maksimum (1,3453), co neguje poprzednie lokalne minimum, notowania szybko zawróciły, rysując spadającą gwiazdę na interwale czterogodzinnym. Tym samym, również scenariusz wzrostowy na parze musi poczekać.
W kalendarzu – wyniki, chińska inflacja i święto w USA
Dziś mamy święto w USA, w wyniku czego nie działają tamtejsze rynki akcji, a popołudniowy handel na rynkach walutowych (po zamknięciu Londynu) będzie zapewne mało płynny. Również poniedziałkowy kalendarz nie zawiera istotnych pozycji. W skali całego tygodnia uwagę rynków przyciągną z pewnością dane o inflacji w Chinach (czwartek) oraz opisane w tekście publikacje wyników. W USA poznamy dane z rynku mieszkaniowego i wstępne wskaźniki aktywności, a w Niemczech indeks Ifo (piątek). Ciekawy tydzień również w Polsce – dane z rynku pracy, PPI i produkcja oraz przede wszystkim decyzja RPP (środa, oczekujemy podwyżki stóp o 25 bp, większe ryzyko widzimy po stronie podwyżki o 50 bp niż braku podwyżki w ogóle).
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL
Poranny komentarz rynkowy – siła plotki czyli odbicie na Wall Street
piątek, Lipiec 23rd, 2010Bernanke w centrum uwagi
Plotka o obniżeniu stopy oprocentowania rezerw amerykańskich banków w naturalny sposób zwraca uwagę inwestorów na dzisiejsze wystąpienie szefa Fed przed Komisją Bankową Senatu USA, gdzie przedstawi półroczny raport nt. polityki monetarnej. Rozpocznie się ono o godzinie 16:00. Szef Fed przede wszystkim powinien dążyć do uspokojenia rynków finansowych. Seria słabych danych makroekonomicznych, wywołała bowiem obawy o drugie uderzenie recesji. Stąd też jego wypowiedzi będą raczej utrzymane w gołębim tonie. Bernanke z pewnością kolejny raz zapewni, że amerykańska gospodarka rozwija się w umiarkowanym tempie. Odnosząc się natomiast do sygnalizowanego w ostatnich tygodniach spowolnienia, powinien powtórzyć za protokołem z czerwcowego posiedzenia FOMC, że w razie konieczności zostaną podjęte środki wspierające wzrost gospodarczy. Zapewnienie pewnej równowagi wymagałoby natomiast podkreślenia, że Fed ma w dyspozycji nie tylko narzędzia wspierające gospodarkę, ale także przeciwdziałające inflacji.
Wall Street a EUR/USD
Wtorkowe wzrosty na Wall Street, nie znalazły odbicia w zwyżce kursu EUR/USD, pomimo że wcześniej para ta spadał z poziomu powyżej 1,30 do 1,2841 dolara w ślad za tracącymi europejskimi giełdami i kontraktami terminowymi na główne amerykańskie indeksy. Ten chwilowy brak korelacji znajduje uzasadnienie w sytuacji technicznej. Po 1,5-miesiąca wzrostów, konsekwencją czego było pokonanie przed tygodniem znajdującej się na 1,27 linii bessy, psychologiczna bariera 1,30 dolara został wykorzystany do realizacji zysków. Nie jest wykluczone, że przedłuży się ona aż do piątkowej publikacji wyników stress-testów, jakim poddane zostały europejskie banki. Przy czym jej pogłębienie będzie możliwe tylko wówczas, gdy pogorszą się nastroje na rynkach światowych. W innym przypadku korekta może przyjąć postać konsolidacji wokół poziomu 1,29 dolara.
Środowe kalendarium
Środowe kalendarium jest ubogie w publikacje i wydarzenia, mogące mieć istotny wpływ na decyzje inwestorów. Oprócz wspomnianego wystąpienia szefa Fed w Kongresie, figuruje w nim publikacja protokołu z ostatniego posiedzenia Banku Anglii (godz. 10:30), tygodniowych danych nt. wniosków o kredyt hipoteczny w USA (godz. 13:00) i tygodniowego raportu o zapasach paliw w USA (godz. 16:30). Uzupełnieniem tych wydarzeń będą raporty kwartalne amerykańskich spółek. Przed sesją na Wall Street wyniki opublikuje m.in. Coca Cola (prognoza: 1,03 dol.), Morgan Stanley (prognoza: 0,48 dol.) i Wells Fargo (prognoza: 0,54 dol.).
Marzec na globalnych rynkach finansowych – Koniec ery dolara?
wtorek, Marzec 31st, 2009Administracja gra o dużą stawkę
Na ostatnim szczycie G7 prezydent USA apelował o to, aby działania w zakresie pobudzenia wzrostu gospodarczego nie spadały tylko na największą światową gospodarkę. Rzeczywiście, jeśli przyjrzymy się nierównowagom płatniczym w globalnej gospodarce, to kraje azjatyckie, ewentualnie Europa, powinny stymulować wzrost, podczas gdy USA powinny oszczędzać. Nie wszystko co dobre dla globalnej gospodarki musi być jednak dobre dla gospodarki USA i na odwrót. Na przykład, restrykcyjna polityka fiskalna w USA (czyli oszczędności w sektorze publicznym) byłaby fatalna dla perspektyw wzrostu gospodarczego, gdyż oznaczałaby dodatkowe ograniczenie popytu, podczas gdy to i tak wystąpi w sektorze prywatnym. Średnia stopa oszczędności w sektorze prywatnym w latach 1947-1989 wynosiła 8,5%, zaś w okresach recesji wzrastała nawet do 12%. Tymczasem w ostatnich latach spadła w okolice zera, zaś w trzecim kwartale 2005 roku była ujemna. Ostatnio zaczęła wzrastać, jednak tylko w okolice 3%. Zapewne na tym się nie skończy. Pozostaje jednak kwestia mianownika tej relacji. Jeśli udałoby się doprowadzić do ożywienia w gospodarce, wzrosłaby baza do oszczędności. Nie byłoby konieczności bolesnego dostosowania poprzez recesję lub okres długotrwałego mizernego wzrostu. O to gra amerykańska administracja. Stawką są zainwestowane już w amerykański dług zagraniczne oszczędności i pozycja dolara w globalnej gospodarce.
8,7 biliona dolarów deficytu
Ekspansja fiskalna w USA jest absolutnie bezprecedensowa i w związku z tym potencjalne skutki również mogą dalece odbiegać od tego, co wydarzyło się na rynku do tej pory. CBO (Congressional Budget Office) przewiduje, że na przestrzeni 10-lat (poczynając od roku fiskalnego rozpoczętego w czwartym kwartale 2008 roku) deficyt budżetowy wyniesie ponad 8,7 bln dolarów, przy czym tylko w najbliższych dwóch latach deficyt wyniesie 2,92 bln USD. Prognoza administracji przewiduje duży deficyt w najbliższym czasie, ale w kolejnych latach oczekuje tylko niewielkich deficytów. Pytanie jednak, kto sfinansuje deficyt jeśli nie spełni się ten optymistyczny scenariusz? Czy nawet w optymistycznym wariancie prezydenckiej prognozy znajdzie się 3 bln USD finansowania w ciągu dwóch lat?
Przyjrzyjmy się amerykańskiemu długowi i jego finansowaniu. Na początku 2003 roku łączna wartość wyemitowanego długu rządowego to było 4,7 biliona dolarów, w ogromnej mierze finansowana oszczędnościami rodzimego sektora prywatnego, w niewielkiej zaś tylko przez zagranicę. Przez kolejnych 5 lat dług urósł do 7,3 biliona dolarów, lecz co bardziej istotne z 2,6 bln przyrostu aż 1,8 bln to finansowanie zagraniczne. Tak duże zainteresowanie amerykańskimi papierami to efekt polityki kursowej Chin i Japonii (interwencje przeciwko umacnianiu walut tych krajów) oraz przejściowe nadwyżki u eksporterów ropy. W ciągu tych pięciu lat Chiny zwiększyły posiadanie amerykańskich papierów rządowych na kwotę przekraczającą 600 mld USD, Japonia na blisko 250 mld, zaś eksporterzy ropy 265 mld, z czego 120 mld przypadło na Rosję. Można powiedzieć zatem, iż deficyty rzędu 400 mld USD mogły być finansowane dzięki oszczędnościom w tych krajach. W kolejnych latach tak dobrze jednak już nie będzie. W Japonii nadwyżki na rachunku bieżącym wyparowały i w tym roku możemy mieć już deficyt, wysokie ceny ropy to też historia, zaś Chińczycy wyrażają coraz większą niechęć do inwestowania w dolarowe aktywa (przynajmniej oficjalnie, w rzeczywistości skokowa przecena dolara i amerykańskich obligacji nie jest im na rękę za względu na ich stan posiadania). Duże nadwyżki notują jeszcze tylko Niemcy, ale nie ma sensownego powodu, dla którego miałyby one być zainwestowane w rządowe papiery USA. To oznacza, że kłopotem mogłoby być finansowanie deficytów rzędu 400 mld USD, nie mówiąc o planowanych deficytach. Zwiększy się stopa krajowych oszczędności, ale dalece niewystarczająco aby zapewnić odpowiednie finansowanie. W tej sytuacji, należy oczekiwać, że Fed może ostatecznie nabyć znacznie więcej niż 300 mld USD (co ogłosił na ostatnim posiedzeniu).
Potencjalne punkty zapalne
Potencjalne problemy z finansowaniem długu są istotnym czynnikiem mogącym przesądzić o deprecjacji dolara. W praktyce przesunięcia na EURUSD (poza dotychczasowymi zależnościami rynkowymi) mogą być spowodowane takimi czynnikami jak:
- Decyzje Fed o zwiększaniu skali interwencji na rynku długu rządowego – wzrost EURUSD (warto śledzić ten wątek również w wypowiedziach członków FOMC)
- Niepowodzenie (niski popyt, wzrost rentowności) aukcji długu rządowego – wzrost EURUSD
- Rewizje w górę szacunków deficytu przez administrację rządową – wzrost EURUSD
– Nieoczekiwane problemy w sektorze finansowym na wzór ubiegłorocznych wydarzeń związanych z Bear Stearns i Lehman Brothers – spadek EURUSD
Pierwiosnek czy fałszywka?
Pod koniec marca w całkiem imponujące odbicie na rynkach giełdowych wpisało się kilka lepszych niż oczekiwane publikacji danych makroekonomicznych z amerykańskiej gospodarki. Mowa o sprzedaży domów oraz zamówieniach na dobra trwałego użytku. W pierwszym przypadku odnotowano wzrost sprzedaży zarówno nowych, jak i używanych domów. Jeden lepszy odczyt nie oznacza jednak fundamentalnej zmiany sytuacji.
Sprzedaż nowych domów w lutym wyniosła 337 tys. (wielkość analizowana), wobec oczekiwanego spadku do 300 tys., jednak nadal jest to druga najgorsza wartość (po styczniowych 322 tys.) przynajmniej od początku 1963 roku, od kiedy publikowane są dane. Oznacza to, że wzrost może być po prostu niewielką korektą wyjątkowo dużych wcześniejszych spadków (pod koniec 2005 roku sprzedaż nowych domów przekraczała 1,3 mln), być może po części dzięki niższym stopom procentowym. Podobnie nie należy pokładać przesadnych nadziei w lepszym od oczekiwanego odczycie zamówień dóbr trwałego użytku w lutym. Ponad 3% wzrost w skali miesięcznej przychodzi bowiem po bezprecedensowo dużym spadku w poprzednich czterech miesiącach (łącznie o ponad 25%), zaś roczna dynamika to nadal -23,4%. Bardziej wiarygodnymi dowodami na poprawę sytuacji byłyby konsekwentne wzrosty wartości indeksów aktywności ISM, świadczących o tym, że po okresie restrukturyzacji firmy ponownie zwiększają aktywność. Póki co jednak, większość firm ciągle jest w trakcie restrukturyzacji i w konsekwencji pierwsze miesiące działania pakietu Obamy będą jedynie przeciwwagą dla rosnącego bezrobocia i obniżającego się funduszu płac.
Wiadomość pochodzi z serwisu XTB.PL


